"Sprzątanie Biebrzy", czyli wreszcie trochę o ekologii


No i stało się. Człowiek tylko czerpie z Biebrzy, postanowiłem więc trochę dać z siebie i przyłączyć się do sprzątania rzeki. Namówiłem kilku członków swojego klubu nurkowego i w sobotę 25.09.2004 zameldowaliśmy się na zbiórce w Osowcu. Dzięki Oskarowi Kielczykowi z białostockiego SKALARA (pieszczotliwie zwanego komandorem imprezy !!!) udało nam się dostać do ekipy, która udała się do Dolistowa. W sumie pewnie ze 25 osób nurkujących. Co prawda liczyłem na odcinek za mostem w górę, ale niestety wyznaczony został teren na plaży przy kościele, z możliwością robienia kierunku góra i dół. Dół wiadomo płytki, więc prawie wszyscy po przebraniu ruszyli pod górę. Ja też. Wreszcie mogłem się zająć tym, po co właściwie przyjechałem, czyli sprzątaniem z jednoczesnym poznawaniem dna. Mój wynik może nie był imponujący - trzy szklane flaszki i jedna puszka, ale przynajmniej przejrzałem dno po drugiej stronie, wzdłuż prostej do mostu. Ale fajne głazowisko, porośnięte jeszcze jakimiś białymi gąbkami !!! Doły nawet do 5-6 metrów. Niestety, poza drobiazgiem rybim, niewiele widziałem. Przejrzystość nie była najlepsza, brak słońca o tej porze roku, to już znaczny problem przy nurkowaniu w naszych wodach, a jeszcze biorąc pod uwagę brunatne zabarwienie Biebrzy... Generalnie i tak nie było źle. Myślałem jednak, że ta rzeka prawie nie płynie, a tu rozczarowanie pod wodą, gdyż przyszło gibać płetwami aż miło. Później przeszedłem na wędrowanie po dnie, za pomocą przednich kończyn, po kamieniach i to było właśnie to. Grzałem pod prąd, jak persching. I pewnie pognałbym do samego mostu, ale koledzy w łodzi na wierzchu, dali mi sygnał, że towarzystwo już się suszy i powinniśmy wracać. Tak więc uczepiony burty parkowej łodzi, pozwoliłem sobie na powrót, bez większej utraty sił. ( Hej wędkarze - jesienne zielsko już schodzi !!!)

      Tyle relacji, czas na podsumowanie. Grupa w Dolistowie była chyba zbyt liczna i ten odcinek to raczej przesprzątano (takie nowe słowo). Myślę że gdyby pozwolono nam zrobić okolice bliższe mostu, śmieci wyciągnęlibyśmy znacznie więcej. Wiadomo, tam ludzie chodzą na spacery i często walą do wody wszystko, co im jest niepotrzebne. Nie wspomnę już o rzeszach odpoczywających. Nurkując w lato przy moście, w samym ABC, czyli masce, płetwach i z rurką, widziałem całe dziesiątki puszek, a tak musieliśmy rywalizować między sobą o stare butelki. Niestety moja uwaga, że powinniśmy raczej zrobić odcinek przy spacerniaku, nie spotkała się z aprobatą Pana nadzorującego nurkowanie. Szkoda. Można było zrobić więcej i lepiej. Ale człowiek z zewnątrz, jak to zwykle bywa, nie ma prawa się znać. Żałuję też, że władze parku podchodzą do nurków raczej jak do kłusowników i nie zezwalają na takie akcje częściej. Ta rzeka mogłaby wyglądać zupełnie inaczej pod wodą. I wcale nie musi to być aż taka akcja. A jeśli chodzi o wędkarzy, to myślę Panie Dyrektorze Parku, że akurat ci ludzie płacą niemałe pieniądze za licencję na wędkowanie, w ramach łowiska specjalnego (licencyjnego), jednego z nielicznych na Podlasiu i zasługują na większy szacunek. Dostarczają Parkowi sporych pieniędzy z wpływów licencyjnych, a tak naprawdę, to nie mają na tym łowisku nawet gdzie wywalić śmieci, które ktoś by sprzątnął. Nie wystarczy wpisać na licencji, że wędkarza obowiązuje porządek. Dorosłych ludzi trudno jest wychowywać. Kilka lat temu, wzdłuż drogi za mostem w Dolistowie, stały kosze (worki) na śmieci, gdzie wszyscy mogli wyrzucić to co zbędne. Naród nie jedzie tam tylko po to, by modlić się do PRZYRODY, ale również po to, by się wyluzować (powędkować lub spłynąć, w przynajmniej stosunkowo cywilizowanych warunkach) i za to płaci!!! Tak to niestety jest na łowiskach specjalnych. Ta szumna nazwa, to nie tylko opłata za możliwość wędkowania. Czy więc dlatego, że ktoś tych koszy (worków) nie sprzątał (wymieniał), to należało je zlikwidować? To chyba nie tak powinno być. Te które są, to ciężko znaleźć. A poza tym, trzy worki na kilka kilometrów rzeki, to chyba trochę za mało. Zwłaszcza, że często się z nich wysypuje. A ludzie i wcale niekoniecznie wędkarze, układają "Cheopsy" dookoła tych "pojemniczków". Szkoda może, że przy tej okazji wyszedł ten temat, ale jakoś wcześniej nie było sposobności. W sumie impreza mimo wszystko fajna, bo przynajmniej raz w roku można legalnie zajrzeć pod wodę i przy okazji zrobić coś dobrego. Mam nadzieję, że za rok będzie lepiej. Oskar wybacz, ale mam nadzieję, że Ty nie odczujesz tej krytyki. Ty jesteś Gość i robisz dla tej rzeki wielką robotę. Jak mnie wpuścisz, to za rok wlezę do Biebrzy znowu i wyciągnę wszystko, co uczyniła ręka ludzka, a ja to będę potrafił dostrzec i wywalić na brzeg.
     A tak swoją drogą, to kłusownicy z Dolistowa, to straszne JEŁOPY !!! Postawić siatki w dniu, gdy do wody wchodzi tylu płetwonurków. Kiedyś to mieli chociaż tyle honoru, by na dzień je ściągać. Nurkowie na tak krótkim odcinku, zdjęli ich chyba ze cztery !!! I jeszcze jedno, jeśli już ktoś tak bardzo potrzebuje ryb, żeby posuwać się do stawiania "szmaty", to niech je później przynajmniej wyjmuje. A tak, te ryby gniją i to już jest "gnojstwo". Amen.